Florentyna ma pół roku! – Życie w pięcioosobowej rodzinie (w Meksyku)

Kiedy czekaliśmy na powiększenie się rodziny o drugie dziecko mówiłam o czekającym nas sztormie. Takie faktycznie były nasze pierwsze dni, tygodnie, a i nawet teraz po prawie trzech latach Amadeusz to chodząca burza emocji. Za to kiedy czekaliśmy na trzecie dziecko nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać. 28 kwietnia urodziła się Florentynka i od pierwszych chwil było tak, jakby była w naszej rodzinie od zawsze. Jak to jest teraz, kiedy kończy pół roku. Jak nam minęły te miesiące w powiększonym składzie i na innym kontynencie? Zaskakująco dobrze!

Florka nie miała łatwego początku. Chociaż urodzona w domu, nie obyło się bez lekarskiej ingerencji i musiała mieć podcięte wędzidełko. To spowodowało, że chociaż bardzo długo obie się starałyśmy już nigdy nie udało się wrócić do wyłącznego karmienia piersią. Dzisiaj możemy już oficjalnie powiedzieć, że karmienie piersią jest teraz tak sporadyczne, że można je uznać za zakończone.

Nasza mleczna droga była chyba tematem dominującym ostatnie miesiące. Nawet nie nasz wyjazd do Meksyku tak mi głowę zaprzątał, jak to karmienie. Nie powiem, że to z powodu laktoterroru, co jest teraz takie modne. Ja wcale nie czułam się przez nikogo zmuszana do karmienia piersią. Po prostu wiem jakie niesie to ze sobą korzyści dla dziecka i chciałam dla córki jak najlepiej. Wiedziałam również, że ona jest za mała żeby sama z siebie odrzucić mleko i na pewno jest jakiś „powód”, który trzeba znaleźć. Znalazłyśmy, wędzidełko. Po drodze było jednak trochę błędów, za słabe mięśnie buzi, przyzwyczajenie do butelki… Jeszcze w samolocie spędziła na piersi niemal cały lot, chociaż i tak trzeba było podać mm. Potem jeszcze piła z piersi, ale ostatnie dni, nawet nie wiem kiedy i jak zakończyłyśmy tę przygodę. Bez bólu, ale nie bez żalu.

Co poza tym zmieniło się w naszej rodzinie po pojawieniu się tej małej dziewczynki? To ciekawe, ale Amadeusz bardziej wywrócił nasze życie do góry nogami niż ona. Dla nas zdecydowanie przeskok z 1 dziecka na 2 był większym szokiem niż z 2 na 3. Jak to mówią doświadczone wielodzietne mamy – teraz to już z górki i bez szoku 😉 Zatem? Florka była na początku malutka i leciutka, więc trzymanie jej na rękach i wykonywanie codziennych obowiązków nie sprawiało żadnego problemu. Dopiero teraz, kiedy mocno poszła w masę i w dodatku wychodzą jej dolne jedyni (Już je ładnie widać, ale nic nie czuć pod palcem…) jest trudno. Od noszenia jej bolą mnie ręce i plecy, a do chusty staram się jej w domu nie wkładać ze względu na panujące temperatury. Nie ma za to specjalnych przygód przy zasypianiu (musi to być jednak lulanie na rękach), nie jest tak samodzielna w tej kwestii jak Amadeusz. Może on po prostu był wybitny w tym temacie…

Nasza panienka jeszcze nie siada chociaż myślę, że rozwija się całkiem szybko i sprawnie. Obroty na brzuch, dookoła własnej osi, przemieszczanie się z maty na podłogę i z powrotem, w tył i do przodu ma opanowane. Chociaż wydaje mi się, że nie do końca są to świadome działania. Mistrzosko rozczłonkowuje swoją matę i obgryza jej brzegi… W tej kwestii zdaje się być bardziej niszczycielska od swoich braci w podobnym wieku. Uwielbia wodę i pluskać się we wannie. Basen też lubi, ale nie może być tam za wielu ludzi. Poza tym ona ludzi uwielbia. Uśmiecha się do znajomych i nieznajomych, dużych i małych. W wyjątkowy sposób zjednuje sobie ludzi, a przy okazji nam ułatwia bardzo często życie.

Właśnie, jak to jest z nami – drużyną do której dołączyła? To mnie dziwi, ale jak dotychczas nie było żadnych ataków zazdrości wycelowanych we Florkę. Obaj chłopcy przeżyli pojawienie się siostry. Amadeusz zdecydowanie bardziej odczuł utratę pozycji najmłodszego dzidziusia. Jednak objawia się to większą ilością dramatów, histerii, stawania na głowie (to u niego objaw, że już sam nie wie co ze sobą zrobić tak mu źle) I jakoś sobie z tymi jego uczuciami radzimy. Na szczęście nie musi sobie z tym radzić Florka, bo w stosunku do niej jest pełnia miłości. Podobnie Teodor, czasami to już trzeba go od siostry odganiać, bo tulenia, całowania, przytulania, głaskania, gilgania i zabawiania nie byłoby końca. Czasem jest tego za dużo, a czasami to taka ulga kiedy młoda zaczyna marudzić, a starsi bracia postanawiają ją pozabawiać. Ona to uwielbia i bardzo lubi patrzeć jak się bawią. To są chyba najdłuższe chwile ciszy z jej strony. Oni budują, a ona obok obślinia im klocki. Idealnie.

Czy Florentyna odnalazła się na innym kontynencie? Zdecydowanie tak. Malutkie dzieci mają niesamowite zdolności adaptacyjne i myślę, że taki maluch o ile ma swoich najbliższych przy sobie i zaspokojone podstawowe potrzeby, to będzie szczęśliwy. Ona pokazuje nam, że jest szczęśliwa każdego dnia. Obszary, które wzbudzały jakiś mój niepokój okazały się zupełnie bezproblemowe. Mleko modyfikowane chociaż tej samej firmy ma jednak troszkę inny skład. Jej to nie przeszkadza, nawet chyba specjalnie nie zauważyła zmiany. Słońce i gorąco też jej raczej nie przeszkadzają, jednak najlepiej czuje się w cieniu nad basenem. Z jedzenia to spróbowała jak na razie tylko marchewki i nie wzbudziła ona specjalnego entuzjazmu. Zapewniam, że marchewki smakują jak w Polsce. Inna gama bakterii wylizywanych w różnych miejscach, również podłogi od czasu do czasu powoduje, że to co mogę znaleźć w jej pieluszce ma zaskakujące kolory, jednak zupełnie nie wpływa na jej samopoczucie. Zatem?

Jest super, ale nie jest łatwo. Mocno bym się minęła z prawdą gdybym napisała – róbcie sobie trzecie dziecko, to jest takie extra i nie ma minusów! Oj, oj minusów jest sporo. Chociażby taki, że obecność drugiego dorosłego jest już teraz bezcenna. Młoda miewa dni, że milknie tylko na rękach i to też nie w każdej pozycji. Trudno z dzieckiem na rękach przygotować dwóm innym maluchom jedzenie, podetrzeć tyłek, albo jeszcze coś innego. Opiekowanie się trójką jest też zdecydowanie wyższym levelem trudności niż przy dwójce. Każde trzyma się za rękę, albo jedno jest tak małe, że je mam na rękach/ w chuście/ nosidle albo śpi w wózku, a drugie obserwuję i pilnuję. Teraz rozpełza się dwóch, często w różne strony, a do tego jest to trzecie, które nawet jak się ma przy sobie to czasem trzeba na nie spojrzeć, co powoduje, że nie patrzy się na pozostałą dwójkę. Dlatego zdecydowanie unikam chodzenia z całą trójką na basen – nawet w baseniku dla dzieci nie jestem w stanie mieć ich wszystkich na oku, a już kilkukrotnie dzieci mi pokazały, że stracić grunt pod nogami można i w wodzie do pasa…

Jak widzicie Florka była naszym brakującym ogniwem, które wpasowało się w naszą drużynę doskonale ale wszystkie trybiki muszą się nauczyć ze sobą współpracować. Przy ząbkowaniu czuć mocniejsze tarcia, ale przecież kiedyś te wszystkie zęby jej wyjdą, prawda?

Na koniec mogłabym pisać jaka jest słodka, urocza, prześliczna i kochana. Taka jest, bez dwóch zdań. Dla mnie jednak bardziej trafia to, że jest to niesamowicie silna i wbrew pozorom niezależna kobieta. Chociaż ma dopiero pół roku, to jest dokładnie taką nauczycielką jakiej najbardziej potrzebowałam.

Mogą Cię zainteresować również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *