Kochanie przez czytanie – All aboard the animal train

Jak już zapewne wiecie, czytanie u nas w domu jest bardzo ważne. Lubimy czytać, sprawia nam to ogromną frajdę, a świadomość jak to dobrze wpływa na rozwój naszych dzieci jest tylko argumentem żeby nasza biblioteczka rosła w siłę. I właśnie z powodu miłości do książek biorę udział w kampanii zorganizowanej przez Save the magic moments, Kochanie przez czytanie. Kampania ma na celu promowanie głośnego czytania dzieciom, a patronat nad akcją przejęła fundacja Cała Polska czyta dzieciom.

Nie było łatwo wybrać książkę do recenzji. Mamy tyle ulubionych tytułów, gdzie moje ulubione nie zawsze pokrywają się z tymi Teo. Postanowiłam przybliżyć Wam książkę mniej znaną, w dodatku w języku angielskim. W naszym przypadku była strzałem w dziesiątkę i jako pierwsza obcojęzyczna książka wzbudziła takie zainteresowanie u, wtedy 1,5 rocznego, Teodora. To zainteresowanie nie zmalało do dzisiaj.

Książka „All aboard the animal train” autorstwa Andrew Petrlik i Gill Munton, wydawnictwa Tide Mill Press, to doskonała zabawa! 10 kartonowych stron, przez które przejeżdża pociąg! Co więcej, do tego pociągu na każdej stronie wsiada inne zwierze. Pasażerami jest koń, krowy, psy, koty, kaczki itd.

Tekst jest rytmicznym wierszem, z powtarzającą się frazą „Clickety-clack, clickety – clack, The Animal Train runs down the track.” Następnie zwierzęta wysiadają z pociągu, a w ich miejsce wsiadają inne. Z językowego punktu widzenia, jest to doskonałe ćwiczenie dla małego czytelnika. Po pierwsze uczy się tekstu na pamięć – jest łatwy, rytmiczny i zapada w pamięć. Po drugie, przyswaja nowe słówka. Co więcej, każde zwierze jest opisane jednym przymiotnikiem, np. sleepy sheeps, czy cute cats. Bohaterowie wsiadają też do pociągu w różny sposób, np. króliki wskakują, a kaczki „wchodzą jak kaczki” czyli waddle on.

Jak widzicie na zdjęciach książka ta nie jest jedynie historią do przeczytania, stanowi też doskonałą inspirację do zabawy. Niestety nie mamy figurek dziesięciu kur czy sześciu kotów. Tfu, nasz pociąg nie ma nawet 10 wagonu. My za to mamy ogromną wyobraźnię i takie drobne niedoskonałości nie przeszkadzają nam w zabawie w „Zwierzęcy Pociąg”.

Co do kwestii językowych, to Teoś spokojnie wysłuchuje czytanie całej książki, naśladuje odgłosy zwierząt (po polsku), niektóre już jednak nazywa po angielsku, a i przymierza się do „Clickety clack”. Szczerze? Nie mogę się doczekać aż je usłyszę z jego ust.

My, nasz egzemplarz, upolowaliśmy w lumpeksie, sprawdziłam jednak i na Amazonie wciąż są dostępne używane egzemplarze. Książka została wydana w 2007 r. i z tego co się orientuję do tej pory nie było przedruku. Nawet jeżeli miałaby ona zostać białym krukiem, to jak najbardziej zasługuje na to miano!

9 komentarzy

  1. Świetny pomysł na książkę! 🙂 Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad anglojęzycznymi książkami, więc całkiem mozliwe, że po nią sięgniemy 🙂

    1. Polecam! Dzieci chłoną języki obce jak gąbka, więc taka nauka przez zabawę jest świetnym rozwiązaniem na przygodę z językiem angielskim 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *