„Pięć osób zmarło” – jak moje dzieci odnajdują się w pandemii?

To, co się obecnie dzieje może niejednego doprowadzić do histerii, załamania nerwowego i głębokiej depresji. Ofiary zamknięte ze swoimi oprawcami, dzieci bez jedynych ciepłych posiłków, ukochane biznesy padające jeden po drugim. Jak o tym rozmawiam z moimi dziećmi?

„Uwaga, uwaga, godzina 12ta, zakaz wchodzenia do lasu, nie wolno chodzić po parku, chorzy jadą do szpitala, pięć osób zmarło!”. Pięć osób zmarło. To hasło Teodora z pierwszego tygodnia izolacji. Usłyszał jak rozmawiałam z moim tatą i zapamiętał. To bardzo ciekawe, bo rozmawialiśmy o wielu rzeczach, ta informacja nie była wypowiedziana jakoś w szczególny sposób. On jednak wyczuł, że to coś poważnego. Zapamiętał i powtarzał wszystkim, z którymi miał kontakt (ten telefoniczny głównie).

Kiedy otworzyli parki zabrałam dzieci na spacer. Amadeusz chciał spać, ale nie mógł. Bał się. Czego? Najpierw tego, że wózek ustawiony był przodem do świata i nie widział mamy. Za to kiedy już ją widział, to tak nie do końca widział, bo miałam maseczkę. Nie czuł się bezpiecznie wśród tych zamaskowanych twarzy.

Zatem, jak to wygląda u nas? Podchodzimy do obecnej sytuacji z należytą powagą, ale raczej na spokojnie. Kacper chodzi raz na dwa tygodnie do sklepu, a zakupy przechodzą kwarantannę zanim je rozpakujemy. Ja w sklepie byłam przelotem jeszcze w pierwszym tygodniu. Nikt wtedy nie nosił maseczek, orlik był pełen ludzi grających w piłkę czy kosza. Obok byli rodzice z dzieciakami. Jakby wszystkim zrobili nagle wakacje. Ja jednak bardo źle się czułam. Niepokój, jakiś irracjonalny lęk. Mnie takie procedury męczą i przytłaczają – czy mogę tego dotknąć, czy ubrać rękawiczki, czy to już przesada itd. itd… Zdecydowanie za dużo. I właśnie dlatego nie chodzę do sklepu. W parku z dzieciakami byłam pierwszy raz od 2 miesięcy, to naprawdę było wyjście!

Mamy to szczęście, że nasze dzieci są jeszcze stosunkowo małe i poza systemem. Oni nie mają kolegów w przedszkolu czy żłobku. Nie tęsknią za zajęciami, nie mają zadań domowych. W ich życiu niewiele się zmieniło. Cała ta burza z pewnością omija Amadeusza, który pewnie coś wyczuwa, zauważa mamę z maseczką, ale na pewno nie zauważa różnicy w kontekście poprzedniej wiosny. Teodor za to tęskni za życiem przed pandemią. Dopytuje kiedy pójdziemy na plac zabaw, kiedy pójdziemy do biblioteki lub kawiarni. Dzwoni do dziadków i na video rozmowach opowiada co u niego. I w tych rozmowach temat wirusa się przewija. On mówi dziadkom, że nie można wychodzić, że jest wirus, że „pięć osób zmarło”.

Nie mamy w domu telewizora i nie słuchamy radia. Ja czasem przejrzę jakiś portal z wiadomościami, jednak staram się tego nie robić. Niepotrzebnie mnie to stresuje. Naprawdę, zupełnie nie potrzebne są mi te informacje. Ani nie wpłyną na naszą sytuację, ani nie sprawią, że będziemy mądrzejsi i bezpieczniejsi. Możemy tylko popaść w jakąś paranoję. Ja tego nie chcę. Dlatego też temat wirusa jakoś się wplótł w nasze życie, stał się normą nie sensacją. Czekamy aż zniosą znowu wszystkie ograniczenia i wrócimy w miarę możliwości do tego co było, ale tak jak jest teraz nie jest nam źle. Z Teodorem rozmawiam bez lęku, o faktach. Nie dotykaj niczego na klatce schodowej, bo może Cię złapać wirus. Tak, to on łapie nas, nie my jego. Rozmawiamy o tym, że jak będzie starszy to będzie jak dorośli nosił maseczkę i wybieramy motywy. Na razie Złomek wygrywa, zobaczymy za rok. Czy nadal będzie Złomek i czy w ogóle będzie ta maseczka potrzebna.

Wiem, że mamy ogromne szczęście, że w naszym życiu poza tatą w domu nie wiele się zmieniło. A ten nasz tata w domu, to prawdziwe szczęście i radość dla wszystkich. Niekończący się weekend, chociaż pół dnia i tak siedzi za zamkniętymi drzwiami, bo pracuje. Przytrafiło się to, co się przytrafiło. Nie będziemy z tego powodu popadać w marazm, szczególnie, że mamy bardzo dużo szczęścia.

Dzieci wiedzą tyle, ile są w stanie zrozumieć. Nie ukrywamy niczego, chociaż w dużej mierze jest to abstrakcja. Nie wchodzimy w nadmierne szczegóły, nie szepczemy po kątach, jak rozmawiamy to otwarcie przy nich. Kiedy Teodor bawi się w pandemię, przywołuje wirusa nie powstrzymuję go. Przepracowuje temat przez zabawę. Nie wyprowadzam go też z błędu, nie aktualizuję specjalnie jego wiedzy. Na to kiedyś, może, przyjdzie czas. „Pięć osób nie żyje” i oby żadna więcej…

Mogą Cię zainteresować również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *