„To kwestia organizacji” – najbardziej trafna szpilka macierzyństwa

Bycie mamą to wyzwanie. Nagle to nie Ty decydujesz o tym kiedy zjesz, czy się napijesz. Nagle nawet nie możesz się wyspać kiedy bardzo tego potrzebujesz. Kiedy dzieci są małe i jest ich więcej niż jedno jest to jeszcze trudniejsze. I wcale nie chodzi o organizację, a o zadbanie o siebie i swoje ambicje.

„To kwestia organizacji” zwrot, który pewnie nie jedną młodą mamę przyprowadza o nerwowe tiki. Mnie też strasznie denerwuje, bo chyba nie spotkałam się z żadnym bardziej krzywdzącym stwierdzeniem. Najczęściej używany jest przez tych, którzy dzieci nie mają, mieli dawno i już nie pamiętają albo przez tych, którzy muszą się dowartościować bo sami jadą już na oparach energii i cierpliwości.

Jak to jest z tą organizacją? Otóż, bywam mega zorganizowana. Czasami ten stan trwa dłużej, nawet ze dwa tygodnie (bardzo zwodnicza sytuacja). Zaczynam już się rozleniwiać, przyzwyczajać do dobrego. W końcu to takie fajne kiedy jedno dziecko zasypia o konkretnych godzinach jak w zegarku, a drugie z chęcią pomaga przy sprzątaniu, praniu, zakupach, a potem idzie się samo pobawić. Tak, miałam takie chwile, czasem nawet kilka dni – marzenie wielu matek. Wtedy również zaczynałam wierzyć w moją cudowność. W końcu „zorganizowałam” nas. I wtedy też nadchodził poranek niby jak wszystkie inne…

Nadchodził poranek, odkładałam młodszego na matę żeby zrobić śniadanie, i? Nie zdążyłam dojść do kuchni bo zaczynał się przeraźliwy płacz. O ile udało się opanować sytuację dzięki chuście, to już do końca dnia nic nie było takie jak być powinno. Cała moja „organizacja”, plan doskonały, wypracowane metody uspokojenia dziecka, NIC nie działało. Wtedy też dwulatek zaczynał reagować na zmianę sytuacji, nerwową atmosferę i dolewał oliwy do ognia. Zatem, co się stało? „Kwestia organizacji” się popsuła? Ja się popsułam? W nocy mi ktoś dzieci podmienił?

Nie, dzieci, co niestety dla wielu jest zaskoczeniem i o czym nawet najbardziej kochający rodzice potrafią zapomnieć, to ludzie. Ludzie, którzy mają pełne prawo do gorszego dnia, chwil buntu, nieszczęścia i ogólnego niezadowolenia. Każdy z nas miewa dni, że czuje podskórnie, że to nie jest dobry dzień. Nie chcemy wtedy współpracować z innymi, tak o, dla zasady, żeby postawić na swoim. Bywamy złośliwi, drażliwi i niezadowoleni. Dzieci też tak miewają. Co gorsze, nie mają zdolności autorefleksji (haha, wielu dorosłych też jej nie posiada). Powoduje to, że nawet nie są w stanie określić co czują i co jest nie tak. Zupełnie inną kwestią jest to, że nawet gdyby umiały to nie potrafiłyby tego przekazać bo nie potrafią się inaczej komunikować niż płaczem. Dlatego też płaczą, dużo. One płaczą, rodzice robią się nerwowi bo nie potrafią ich uspokoić i koło się zamyka.

Znam wiele osób, które nie potrafią się ogarnąć, a dzieci nie mają. Podejrzewam, że pojawienie się dziecka mogłoby ten stan jedynie pogłębić. Znam również świetnie zorganizowane dziewczyny, które w momencie pojawienia się dziecka zupełnie się rozsypały. Nie, dziecko nie jest „winne”. Znam też takie osoby, dla których dziecko było motywacją do zmian, samodyscypliny i organizacji. Jednak nie ma co porównywać i oceniać, bo nigdy nie znamy pełnego obrazu. Co więcej, „organizacja” to bardzo pojemne słowo. U jednego szczytem zorganizowania może być położenie dzieci spać przed północą, a dla innego zrobienie zakupów, dwudaniowego obiadu i posprzątanie mieszkania.

Dlaczego tak nie lubię słów „to kwestia organizacji”? Ponieważ najczęściej w danym kontekście oznacza – jesteś do niczego, nie potrafisz się zorganizować, dzieci tobą rządzą itd. itd. Czy to źle, że dzieci rządzą? Dość skomplikowany temat na inną okazję. Powiem tylko, że czasami pozwalam Teodorowi przejąć pałeczkę i zmierzyć się z konsekwencjami takiej władzy. Wracając do głównego stwierdzenia, jest jeszcze używany jako ocena – ja jestem lepsza, zorganizowana, twój problem to żaden problem, ty po prostu nie potrafisz się zorganizować. Szkoda tylko, że wszyscy doskonale rozumiemy jak ciężko, jaką sztuką jest zarządzanie zespołem dorosłych ludzi – pracujecie wspólnie nad projektem i naprawdę zawsze idzie to szybko i sprawnie? Wszyscy pomimo wyznaczonych zadań pracują jak w zegarku? Nikt nie ma gorszego dnia? No właśnie, nie. Ile razy okazywało się, że cały zespół ciągnął jeden ambitny, który rozumiał powagę sytuacji i mu zależało? W organizacji życia z dziećmi jest bardzo podobnie. Dla dzieci ważniejsza jest zabawa, poprzytulanie się do mamy czy celebrowanie posiłku przez godzinę. Wizyta u lekarza, posprzątanie mieszkania, zrobienie prania to zupełnie nieistotne sprawy. Oczywiście, zdarzają się dzieci, które są spokojne, dużo śpią i są „grzeczne” – nie przeszkadzają dorosłym. Są dni, kiedy nawet te najbardziej ugodowe maluchy mają swoje plany. Ty chcesz żeby leżało ono chce na ręce, ty je na ręce ono by spokojnie poleżało na macie. Nie dogodzisz.

Wychowywanie dzieci to gra zespołowa. Są dni, że cała drużyna przyjmuje wyznaczone pozycje i rozgrywa mecz życia. Zdarzają się też dni, u niektórych jest ich zdecydowanie więcej, że każdy z zawodników inaczej rozumie wyznaczone cele i przybiera inną taktykę. Niemowlaka można złamać, można spróbować przekonać do zmiany planów – życzę powodzenia w tym rozwiązaniu. Tak naprawdę najłatwiej jest wtedy ustąpić. Posłuchać dziecka i odpowiedzieć na jego potrzeby. Może się okazać, że 10 minut przytulania wystarczy i maluch zaśnie, da się nawet odłożyć i pośpi kolejne 3h. Może też nie wystarczyć i cały dzień będzie trzeba spełnić na kanapie albo układając klocki.

Życie z dziećmi to nie „kwestia organizacji”. To sztuka wyznaczania granic i kompromisów. Są rzeczy, które zrobić trzeba – np. pójść na umówioną wizytę u lekarza. Jest też wiele rzeczy, które można przeorganizować, ustąpić, zrobić inaczej albo w innym momencie.

Mamo! Pamiętaj, to nie kwestia „zorganizowania”. To kwestia temperamentu i nastroju Twojego dziecka. Nie przejmuj się i rób tak, żeby WAM było dobrze.

Mogą Cię zainteresować również

2 komentarze

  1. Moje dzieci chyba ktoś na noc zawsze podmienia 😉 Mnie dzieci nauczyły odpuszczania w kwestii organizacji, ale i tak zawsze podziwiam jak jakaś mama „ogarnia swoją codzienność. Chyba też czas przestać się porównywać.

  2. Moje ktoś podmienia kiedy gdzieś się bardzo śpieszę 😉 Nie ma co się porównywać, w końcu nie wiemy jak wygląda codzienność tej „ogarniętej” mamy…

Pozostaw odpowiedź Magda Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *