Urodziny SzamoTulimy – przyjęcie urodzinowe, na którym trzeba być

W wielkim mieście jesteśmy wszyscy anonimowi. Podobno. W małych miastach za to wszyscy wszystkich znają. Podobno. Kiedy zostaje się rodzicem, szczególnie po raz pierwszy okazuje się, że człowiek staje się bardzo samotny. Niby ktoś do towarzystwa przybył, a jednak jakoś jest trudno i samotnie. Kiedy jest się mamą w małym mieście, gdzie teoretycznie każdy patrzy na Twój ruch, wyjście poza schematy wymaga odwagi. Wierzę, że o wiele większej niż w dużym mieście. W Szamotułach, okazało się, że mieszkają młode mamy, które są niesamowicie odważne. Nie tylko zaczęły nosić swoje dzieci w chustach, co z pewnością wprowadziło sporą część mieszkańców w zdumienie. Te mamy wyszły ze swoich zamkniętych światów – mamy i dziecka, zamotały swoje maluchy i poszły spotkać inne „chustoświrki”. Nie była to jednak jednorazowa inicjatywa. Chciało im się spotykać znowu i znowu, aż powstało stowarzyszenie, które prężnie działa już od 2015 roku!

Pasja, miłość i przyjaźń spowodowały, że przez cztery lata udało się „zachustować” ponad 1000 rodziców, a do zamkniętej grupy na facebooku dołączyło 130 osób!

W zeszłym roku, całą naszą janeczkową rodzinką mieliśmy przyjemność uczestniczyć w 3 urodzinach SzamoTulimy. Do dzisiaj pamiętam emocje, które towarzyszyły mi przy walce o wejściówki. Walce, ponieważ bilety rozeszły się jak świeże bułeczki i szczerze? Współczuję tym, którzy musieli obejść się smakiem. Tamte urodziny to był cały dzień z cudownymi rodzicami, którzy na pierwszym miejscu stawiają dobro swoich dzieci. Przez odpowiadanie na ich potrzeby i noszenie blisko serca, aż po wożenie tyłem w samochodzie. Gry, zabawy i konkursy przeplatane warsztatami i wykładami. Do domu wracaliśmy zmęczeni i szczęśliwi, a przy tym obładowani nagrodami z loterii charytatywnej. Kacper do dzisiaj wspomina lodówkę, której nie wygrał, a tak mu się podobała… Bo dziewczyny nie tylko promują noszenie w chustach, ale też pomagają potrzebującym.

W tym roku również, 13 kwietnia wybieramy się do Szamotuł. Nawet przesunęliśmy wyjazd nad morze byle tylko móc tam być. Ja ze swojej strony dokładam swoją cegiełkę, bo takie inicjatywy to jest coś w co naprawdę warto się włączyć.

I tak, zazdroszczę dziewczynom, że nie jestem z Szamotuł. Czasami marzy mi się taka mamusiowa grupa na Wildzie. Jednak wielkie miasto i anonimowość wygrywają, a tak naprawdę wygoda i brak odwagi…

Ale, śledźcie wydarzenie na facebooku i rezerwujcie sobie tę kwietniową sobotę. Żeby chociaż przez jeden dzień, stać się częścią tak wspaniałej inicjatywy. Nie może Was tam zabraknąć!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *